Prowadzę małą firmę od siedmiu lat. Myślałem, że wiem wszystko o łączeniu ludzi z produktem. A potem, zupełnie przez przypadek, zacząłem używać portalu randkowego. To nie była kwestia szukania miłości, a raczej ciekawości. Chciałem zrozumieć, jak dziś nawiązuje się relacje. Ku mojemu zaskoczeniu, ta osobista eksploracja dała mi więcej praktycznych lekcji o prowadzeniu biznesu niż niejedna książka o marketingu.
W internecie można znaleźć wiele miejsc, które obiecują połączenie. Ja trafiłem na przykład na AntoLove portal. Obserwacja, jak ludzie budują tam swój wizerunek i szukają porozumienia, była fascynująca. Zacząłem widzieć paralelę między tworzeniem szczerego profilu a opowiadaniem historii mojej marki. To nie było kopiowanie trików. To była lekcja autentyczności.
Profik nie musi być idealny, musi być prawdziwy
Przez lata sądziłem, że wizerunek firmy musi być wypolerowany jak nowy samochód na salonie. Wszystko idealne. Na portalach randkowych szybko zobaczyłem, że profile które są zbyt gładkie, budzą nieufność. Ludzie piszą o swoich prawdziwych pasjach, czasem o małych wadach, o tym co naprawdę lubią robić w sobotni wieczór. To przyciąga. Przeniosłem to na stronę internetowej mojej firmy. Zamiast suchej listy usług, dodałem krótkie opisy, dlaczego konkretną rzecz robię w określony sposób, co mi w tym sprawia frajdę. Klienci w mailach zaczęli pisać: “wreszcie czuć, że po drugiej stronie jest człowiek”.
Algorytm sugeruje, ale pierwszy krok należy do człowieka
Portale wykorzystują algorytmy, by sugerować potencjalne dopasowania. To jak targetowanie reklam. Kluczową różnicę zobaczyłem jednak w tym, co dzieje się potem. System może pokazać dziesięć profili, ale nikt nie zacznie za Ciebie rozmowy. W biznesie jest tak samo. Możesz mieć świetne narzędzia do dotarcia do grupy odbiorców, ale jeśli nie wyślesz tego pierwszego, osobistego komunikatu, nic się nie wydarzy. Przestałem polegać wyłącznie na automatycznych kampaniach. Zamiast tego, staram się każdego dnia napisać kilka ręcznie skrojonych wiadomości do stałych klientów lub osób, które zainteresowały się moją ofertą. To te kroki budują trwałe relacje.
Sztuka uważnego opisu potrzeb
Czytając opisy poszukiwanych osób, uderzyła mnie jedna rzecz. Niektórzy pisali ogólnikowo: “szukam miłej osoby”. Inni byli konkretni: “szukam kogoś, kto lubi długie spacery z psem i stare komedie romantyczne”. Ci drudzy otrzymywali bardziej trafne odpowiedzi. W mojej pracy z klientami też zacząłem stosować tę zasadę. Kiedy proszę o brief, nie akceptuję już “chcemy czegoś nowoczesnego”. Zadaję szczegółowe pytania. Jakie emocje ma wywoływać projekt? Co irytuje obecnie w procesie? Ta, pozornie drobna, zmiana w komunikacji radykalnie skróciła czas wdrożenia i zwiększyła zadowolenie z finalnego efektu. Klienci czują, że naprawdę ich słucham.
Czego nauczył mnie proces dobierania par
Obserwując mechanikę portali, zrozumiałem, że kluczowe nie jest masowe trafienie do wszystkich, ale trafne połączenie z osobami, z którymi dzieli się podobne wartości i oczekiwania. W biznesie nazywa się to niszą. Oto kilka konkretnych zasad, które zacząłem stosować, inspirując się tą prostą obserwacją:
- Mów wprost, dla kogo jest Twoja usługa. Określając idealnego klienta tak dokładnie, jak opisuje się idealnego partnera, odstraszasz osoby, z którymi współpraca byłaby frustrująca dla obu stron.
- Dbaj o spójność. Jeśli na pierwszej randce mówisz, że kochasz górskie wędrówki, a na drugiej nie chcesz wyjść z miasta, pojawia się zamęt. Tak samo w komunikacji marki – ton, wartości i obietnice muszą być takie same na stronie internetowej, w social mediach i w bezpośrednim kontakcie.
- Inwestuj w pierwszą interakcję. Pierwsza wiadomość na portalu często decyduje, czy w ogóle będzie odpowiedź. Pierwszy mail od firmy, pierwsza rozmowa telefoniczna – to fundament relacji, nie formalność.
Czy to znaczy, że prowadzę firmę jak portal randkowy? Oczywiście że nie. Sprzedaję konkretne usługi, a nie szukam drugiej połówki. Ale fundamenty budowania ludzkiego zainteresowania i zaufania są, moim zdaniem, uniwersalne. Ta osobista, nieco zaskakująca dla mnie przygoda, zmusiła mnie do zdjęcia biznesowych okularów i spojrzenia na relację z klientem jak na zwykłą, ludzką rozmowę. Z całą jej nieprzewidywalnością i potrzebą szczerości. I wiesz co? Praca stała się przez to po prostu przyjemniejsza.